Menu główne
Nowości
Mój BLOG
Książki
Artykuły prasowe
Audycje
Download MP3
O mnie
Kontakt
Spotkania autorskie
Konkursy
Słuchaj MP3

Słuchowiska

Popularne artykuły
Nowe MP3
file icon Świadkowie świętości (cz. 7/7)
(Kościół i świat)

file icon Świadkowie świętości (cz. 6/7)
(Kościół i świat)

file icon Świadkowie świętości (cz. 5a/7)
(Kościół i świat)

file icon Świadkowie świętości (cz. 5/7)
(Kościół i świat)

file icon Świadkowie świętości (cz. 4/7)
(Kościół i świat)

Nowa książka
Nowości
Polecane książki

Advertisement
   
Fragmenty książek
Pamiętnik papieskiego Anioła (fragment książki) PDF  | Drukuj |  Email

– I co my zrobimy? – Luciana spoglądała bezradnie to na Sarę, to na męża. – Jak mam się nią zajmować, jeśli będę miała na głowie tyle dzieci?
– Daj spokój, dasz sobie radę – pocieszał ją mąż.
Luciana była katechetką parafii Lariano, położonej nieopodal Rzymu. W najbliższą środę miała jechać z dziećmi pierwszokomunijnymi na audiencję generalną Jana Pawła II. W ostatniej chwili okazało się, że nie ma z kim zostawić córeczki, półtorarocznej Sary.
 – Wiesz co, byłoby wspaniale, gdyby zrobić jej zdjęcie z papieżem – powiedział ojciec. – Poproszę proboszcza, żeby mu ją podał.
– Chyba żartujesz!
– Zobaczysz, musi się udać.
Wziął proboszcza na rozmowę, księdzu pomysł przypadł do gustu, postanowili, że trzeba ustawić się od strony Spiżowej Bramy. Jan Paweł II kochał dzieci i już nie raz brał je na ręce jeżdżąc po Placu Świętego Piotra.

Czytaj całość…

Fragment książki "Ojciec wolnych ludzi" PDF  | Drukuj |  Email

 Obudziłem się przed piątą minut dwadzieścia dręczony snem.
        Stefan Wyszyński
1956, marzec


Znał dobrze tego mężczyznę. Prosty nos, starannie przystrzyżone wąsy, zaczesane do tyłu ciemne włosy. Bierut?

Widział siebie wychodzącego z jakiegoś wielkiego budynku, żegnającego się z prezydentem ze świadomością, że odbyli trudną rozmowę i mają się rozstać. Ruszył w kierunku wyjścia, o dziwo – Bierut podążył za nim. Zaniepokoiło go to. Co pomyślą ludzie, gdy zobaczą Prymasa spacerującego w towarzystwie towarzysza Tomasza? Zdziwił się, widząc, że scena rozgrywa się jakby w Lublinie, ulica przypominała Aleje Racławickie. Zatrzymali się na skrzyżowaniu, ale Bierut skręcił i przeszedł po przekątnej. „Jemu wszystko wolno, nawet łamać przepisy ruchu” – pomyślał. Prezydent zniknął w jakiejś ulicy, a on, przechodząc na drugą stronę, natknął się na dwa groźnie wyglądające kozły. Wzbudziły jego lęk, jednak minął je, rozglądając się za zagubionym towarzyszem. „Czy warto?” – zapytał spacerujący z nim ksiądz. On jednak czuł, że między nim a Bierutem nie wszystko jeszcze zostało zakończone. Poszedł dalej i… obudził się.

Czytaj całość…

Jan Paweł II: Nasz święty. Fragmenty PDF  | Drukuj |  Email

 Z Prologu:

– Od dawna ma Ojciec Święty te trudności? – zapytał doktor Renato Buzzonetti.

– Trudno powiedzieć, to się powtarza już od jakiegoś czasu, pewnie wiek daje o sobie znać – odpowiedział Jan Paweł II.

Lekarz pokiwał głową i coś zanotował.

– A więc musi Ojciec poświęcać więcej czasu na poranne ubieranie?

– Tak, to jest dość dokuczliwe. Sutanna ma dużo guzików i ich zapinanie trochę trwa. A ostatnio idzie mi z tym coraz gorzej. Dobrze, że buty są wsuwane, bez sznurowadeł, bo z ich wiązaniem też miałbym chyba problemy.

– Czy mógłbym prosić o przejście kilku kroków?

Jan Paweł II posłusznie wstał i przespacerował się po pokoju. Lekarz obserwował go uważnie. Wydawało mu się, czy rzeczywiście tak było?

– Ojcze Święty, przepraszam, ale proszę to zrobić jeszcze raz.

– Może pójdziemy na dach? Wolę spacery na świeżym powietrzu – zażartował Papież, ale zaraz spełnił prośbę doktora. Nie, nie zdawało mu się. Ruchy Jana Pawła II nie były tak harmonijne jak wcześniej. Przypadkowy obserwator najprawdopodobniej by tego nie zauważył, ale Buzzonetti dostrzegał teraz, że ręce Papieża nie poruszały się dokładnie w rytm kroków.

– Proszę usiąść, Ojcze Święty. Zadam jeszcze kilka pytań. Czy zdarza się Ojcu odczuwać drżenie ręki?

– Raczej nie.

– Nigdy, nawet przy zmęczeniu?

– Wtedy tak, ale nie myślałem, żeby to miało jakieś znaczenie. Składałem to na karb wieku. A i ćwiczeń fizycznych mam trochę za mało. Chwyciłoby się wiosło do ręki, popłynęło kajakiem, wiem, wiem, to już nie te lata, a i komplikacji byłoby co niemiara. Wystarczy, że męczycie się ze mną w czasie wakacji w górach – coroczne wypady Papieża w Dolomity mobilizowały zarówno miejscowe służby policyjne jak i członków jego osobistej ochrony oraz naturalnie najbliższych współpracowników. – Domyślam się, że pan doktor zadaje mi te pytania szukając czegoś konkretnego.

– Jeszcze jedno. Czy zdarzają się zakłócenia równowagi? Niedawno Ojciec się potknął, ale nie wiem, czym to było spowodowane…

– Tak, mnie też to zaskoczyło. W sumie szedłem prostą drogą, nie trafiłem na żadną przeszkodę, nie wpadłem w żadną dziurę, nie poślizgnąłem się, choć w pierwszej chwili tak mi się wydawało. Ale nie, to nie była wina pasty do podłogi, ani nierównego dywanu.

– Czy w rodzinie Ojca Świętego zdarzały się jakieś choroby o tle neurologicznym?

– To znaczy choroby nerwowe? No nie, wariatów, to raczej u nas nie było.

– Mam na myśli raczej problemy z połączeniami nerwowymi – jakieś drętwienia, paraliże, może ktoś w starszym wieku miał problemy z panowaniem nad mięśniami twarzy, czy innych części ciała.

– W starszym wieku, czyli w takim jak mój teraz?

– Mniej więcej.

– No cóż, mama zmarła dość młodo, brat także, ojciec też nie był jeszcze stary. O innych członkach rodziny trudno mi coś od tej strony powiedzieć.

– A czy Ojciec odczuwa czasem zniechęcenie, przygnębienie, niezrozumiałą złość?

– Hm, to już podpada pod spowiedź.

– Przepraszam Ojcze święty, ale są pewne choroby, które charakteryzują się tymi objawami.

– Jakie?

– Jeszcze za wcześnie, by o tym mówić. Musimy najpierw zrobić Ojcu badania na tarczycę. Mogą być też dolegliwości reumatyczne. Bo znając Ojca, depresję raczej wykluczam.

– Panie doktorze, zaczyna mnie pan intrygować. Czy to coś poważnego?

– Istnieje pewne prawdopodobieństwo, podkreślam prawdopodobieństwo, bo pewności możemy jeszcze nie mieć dość długo, że chodzi tu o chorobę Parkinsona.

– Cóż to takiego?

– W mózgu każdego człowieka znajduje się tak zwana istota czarna odpowiedzialna za koordynację ruchów. Może ona ulegać zwyrodnieniu, szczególnie w starszym wieku. To powoduje niedobory dopaminy w ośrodkowym układzie nerwowym. A to z kolei wpływa na pojawienie się problemów ruchowych, problemów z mięśniami, z mimiką, mówiąc krótko chory na parkinsonizm powoli przestaje być panem swojego ciała.

– Jak to się leczy?

Buzzonetti milczał przez chwilę.

– Wyłącznie objawowo. Mamy dzisiaj lekarstwa, które są w stanie spowolnić postęp choroby, natomiast jak dotąd nie znaleziono sposobu na usunięcie przyczyny. Z tego, co mi wiadomo są prowadzone pewne  badania, ale budzą poważne wątpliwości etyczne.

– Proszę kontynuować.

– Jak wspomniałem, wszystko rozgrywa się w mózgu, w istocie czarnej. Gdyby znaleźć sposób na jej zregenerowanie, można byłoby wyeliminować chorobę. Kłopot w tym, że leki nie są w stanie tego dokonać. Zaczęto myśleć o transplantacji tkanki. Idealna wydawała się tkanka płodu. Nie jest ona jeszcze dojrzała immunologicznie i stąd nie jest odrzucana przez organizm biorcy, następuje w niej szybki podział komórek i bardzo szybko rośnie, poza tym jest doskonale ukrwiona. Były już pewne eksperymenty i zdaniem ich autorów wygląda to obiecująco. Natomiast wygląda na to, że tkanka do przeszczepu nie może zostać pobrana z płodu, który uległ naturalnemu poronieniu.

Papież słuchał wstrząśnięty. Eksperymenty. A zatem jakąś kobietę poddano aborcji, a z dziecka, które zabito pobrano tkankę, aby wszczepić ją do czyjegoś mózgu. Straszne. Mógł sobie wyobrazić, co się stanie, gdy lekarze nabiorą większej wprawy w tej procedurze.

– Bardzo dziękuję, panie doktorze – powiedział cicho. – Czy można ocenić jak szybko choroba będzie postępować? Oczywiście przy zastosowaniu tradycyjnego leczenia.

– Z tym może być bardzo różnie, Wasza Świątobliwość. Poważniejsze objawy mogą wystąpić nawet za kilka lat. Jak powiedziałem, mamy obecnie leki, które znacznie spowalniają proces zwyrodnieniowy.

– Czy mam się liczyć z całkowitym zniedołężnieniem?

– Tak jak powiedziałem, chory  powoli przestaje być panem swojego ciała. Trudno natomiast przewidzieć jak szybko będzie to postępować i jakie części ciała zostaną zaatakowane. Zasadniczo chodzi o  sprawność ruchową, nie intelektualną.

– To przynajmniej dobra wiadomość. Raz jeszcze dziękuję.

– Powtarzam Ojcze Święty, nie mamy jeszcze pewności. Musimy najpierw wyeliminować prawdopodobieństwo innych chorób.

Papież skinął głową. Buzzonetti wstał. Uścisnął z szacunkiem dłoń Jana Pawła II i schylił się, aby pocałować Pierścień Rybaka.



Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz
.

Z ciężkim sercem opuścił gabinet Jana Pawła II. Nie było jeszcze Papieża, który tak lubił wysiłek fizyczny, sport, forsowne wędrówki po górach. Krążyły historie o jego wyczynach, jak chociaż ten, który miał miejsce przed trzema laty podczas urlopu w Dolomitach. W czasie jednej z wycieczek zdecydował się wejść na górę Peralba, na szczycie której umieszczono krzyż. Podejście było trudne, trzeba było korzystać ze stalowej liny umieszczonej przy ścieżce wiodącej nad przepaścią. Szef ochrony, Enrico Marinelli usiłował go odwieść od realizacji tego pomysłu, ale usłyszał poważną reprymendę: „Pan generał i pan doktor (chodziło o profesora Rodolfo Proiettiego z Polikliniki Gemelli) niech tutaj zostaną i niech obserwują, jak papież dociera do krzyża Chrystusowego na tej górze i jak tam się modli o dobro dla ludzkości.” Swojego rzecznika, Joaquino Navarro Vallsa Jan Paweł II zapytał: „Co pan dzisiaj opowie dziennikarzom, jeśli zapytają, czy papież doszedł do samego szczytu? Pan nie może przecież nikogo oszukiwać. Proszę tam spojrzeć, widzi pan krzyż? Tam, na szczycie jest krzyż i ja tam teraz muszę iść.”

Na trasie napił się tylko odrobinę herbaty, nic nie jadł, a po dotarciu do szczytu objął krzyż. Odmówił  trzy razy „Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu…”, „Wieczny odpoczynek…” i „Regina coeli…” (Królowo nieba wesel się). Nazajutrz w dzienniku „Avvenire” ukazał się artykuł pod długim tytułem: „Wasza Świątobliwość, proszę się zatrzymać! Ale Papież, trzymając się stalowych lin, zdobył szczyt”.

Buzzonetti chyba nigdy tak dobrze nie rozumiał rozterek papieskiej ochrony, jak teraz, gdy opuszczał Pałac Apostolski. Teraz on będzie musiał przestrzegać Papieża przed podejmowaniem zbyt wielkiego wysiłku, będzie zalecał ograniczanie intensywności pielgrzymek, więcej odpoczynku i zwolnienie tempa pracy.  Będzie to trudne. Jan Paweł II miał silny charakter, ale miał też jakąś wewnętrzną pokorę, która kazała mu pytać i… słuchać. Marinelli opowiadał jak po swoim wyczynie w Dolomitach Papież zapytał towarzyszącego mu księdza Tadeusza Stycznia: „Tadeuszu, jesteś moim następcą na katedrze etyki w Lublinie. Powiedz, co o tym wszystkim myślisz?” Styczeń odpowiedział: „Zgadzam się z generałem”. Jan Paweł II po powrocie z wakacji zaprosił Marinellego na rozmowę: „Panie inspektorze – powiedział – DROGI pani inspektorze, pan MUSIAŁ obserwować papieża, który MUSIAŁ dotrzeć na szczyt, gdzie znajdował się krzyż Jezusa Chrystusa.”

 


Kobiety w życiu Jana Pawła II - fragmenty PDF  | Drukuj |  Email

 Święta matka rodziny – Gianna Beretta Molla


Macierzyństwo jest owocem małżeńskiego zjednoczenia mężczyzny i kobiety, owego biblijnego „poznania”, jakie odpowiada „jedności dwojga w ciele” (por. Rdz 2,24), w ten sposób zaś urzeczywistnia ono – od strony kobiety – szczególny „dar z samej siebie” jako wyraz miłości oblubieńczej, dzięki której małżonkowie łączą się ze sobą tak ściśle, że stanowią „jedno ciało”. Biblijne „poznanie” tylko wówczas realizuje się w całej prawdzie osoby, gdy wzajemny dar z siebie nie ulega zniekształceniu przez pragnienie mężczyzny stania się „panem” swej oblubienicy („on będzie panował nad tobą”) ani przez zamknięcie się kobiety we własnych instynktach („ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia” Rdz 3,16).

 
Mulieris dignitatem, 18

Watykan, 24 kwietnia 1994

Wysoki, szczupły mężczyzna w towarzystwie dwóch kobiet wszedł na plac św. Piotra i skierował się ku ołtarzowi przed bazyliką. Wszyscy ubrani byli na ciemno, jak nakazywała watykańska etykieta. Podeszli do żołnierza Gwardii Szwajcarskiej, a mężczyzna wyjął z marynarki zaproszenia. Szwajcar przeczytał tekst i zasalutował.

– Panie Molla, jesteśmy zaszczyceni pańską obecnością – powiedział i wskazał drogę wiodącą na podwyższenie, gdzie przygotowane już były krzesła dla honorowych gości.

Piotr Molla przyszedł tu w towarzystwie dwóch córek: młodszej Gianny Emmanueli i starszej Laury. Już wkrótce miała się rozpocząć niezwykła dla nich uroczystość. Zaproszeni zostali na mszę beatyfikacyjną Gianny Beretty Molli, żony Piotra i matki Laury oraz Gianny Emmanueli.

Ta druga nie pamiętała swojej mamy. Gianna Beretta zmarła zaledwie siedem dni po urodzeniu córki, a jej życie było ceną, którą zapłaciła za urodzenie dziecka.

Trzy dni przed uroczystością beatyfikacyjną Gianna Emmanuela obchodziła swoje 33 urodziny i razem z rodzeństwem i ojcem przeglądała zapiski i zdjęcia matki z tamtych lat. Tata wyciągnął też dwa żurnale, które przywiózł z Paryża w marcu 1962 roku. Mama kazała mi je kupić „Jeśli Bóg uratuje życie mnie i dziecku, chcę się odprężyć”. [?]

– Spójrz – głos ojca wyrwał Giannę z zamyślenia. Tata pokazywał jej fronton bazyliki św. Piotra, na którym wisiały trzy, zakryte jeszcze, portrety.

– Ciekawe, gdzie umieszczono obraz mamy – zastanawiał się pan Molla, ale w tej chwili przerwał, ponieważ z bazyliki zaczęli wychodzić biskupi i kardynałowie koncelebrujący mszę beatyfikacyjną. Wszyscy wstali z miejsc, a po chwili burzliwe oklaski powitały Jana Pawła II. Papież miał beatyfikować Giannę oraz drugą Włoszkę, Elżbietę Canori Morę, która przed stu pięćdziesięciu laty doprowadziła do nawrócenia swojego męża. Wśród dzisiejszych błogosławionych miał się znaleźć także Izydor Bakanja, młody katecheta z Afryki. Jego beatyfikacja związana była z odbywającym się właśnie w Rzymie specjalnym synodem dla Afryki, natomiast beatyfikacja Gianny i Elżbiety wyraźnie łączyła się z trwającym Rokiem Rodziny. Po wstępnych obrzędach nastąpiła uroczysta chwila. Ojciec Święty wygłosił formułę beatyfikacyjną i odsłonięto portrety nowych błogosławionych. Piotr nie mógł opanować wzruszenia, gdy na frontonie bazyliki św. Piotra zobaczył wizerunek swojej żony. Potem wszyscy usiedli, aby wysłuchać papieskiej homilii.



Wynosimy dzisiaj do chwały ołtarzy również dwie włoskie kobiety: Giannę Berettę Mollę oraz Elżbietę Canori Morę. Kobiety heroicznej miłości – mówił Jan Paweł II. –  Przykładne żony i matki, które w codziennym życiu dały świadectwo trudnym wartościom Ewangelii.

Uwieńczeniem życia Gianny Beretty Molli, która była najpierw wzorową studentką, potem aktywnie zaangażowała się w działalność wspólnoty kościelnej oraz została szczęśliwą żoną i matką, stało się złożenie ofiary z siebie, by mogło żyć dziecko, które nosiła w łonie i które dzisiaj jest tutaj z nami! Jako chirurg była w pełni świadoma grożących jej konsekwencji, lecz nie cofnęła się przed ofiarą, potwierdzając w ten sposób heroiczność swoich cnót.



Pragnę Ci oddać siebie w darze


Gianna Beretta Molla była zwykłym, ale jakże wymownym świadkiem Bożej miłości. Kilka dni przed zawarciem małżeństwa pisała: „Miłość to najpiękniejsze uczucie, jakie Pan zaszczepił w ludzkich duszach”.

   
Rzym, 16 maja 2004



21 lutego 1955

Gianna pokrywała kartkę szybkim, zdecydowanym pismem, jakby pragnęła zdążyć umieścić na niej te wszystkie myśli i uczucia, które od pewnego czasu wypełniały jej głowę i serce.



Najdroższy Piotrze!

Przepraszam Cię, wybacz, że od samego początku mojego listu będę się zwracała do Ciebie po imieniu i na „Ty”. Myślę, iż po wczorajszym spotkaniu, w czasie którego byliśmy na siebie wzajemnie otwarci, możemy przejść na taki stopień zażyłości, która pozwoli nam jeszcze lepiej się poznać i pokochać.

Przerwała na chwilę. W tych kilku linijkach zawierało się tyle treści.

Miała wewnętrzną pewność, że Piotr jest jej przeznaczony, a ona jemu. Ich głębsza znajomość trwała stosunkowo krótko, właściwie od dwóch miesięcy, a dokładnie od zeszłorocznej uroczystości Niepokalanego Poczęcia, kiedy oboje uczestniczyli we mszy prymicyjnej wspólnego znajomego, kapucyna Lino Garavaglii. Pierwszy raz zetknęli się ze sobą cztery lata wcześniej w dość smutnych okolicznościach. Piotr przyjechał do Magenty odwiedzić swoją ciężko chorą siostrę Teresinę. Gianna, wówczas już lekarka, robiła jej transfuzję. Niestety, siostry Piotra nie udało się uratować. Później spotkali się przypadkowo kilka razy, pracowała bowiem w Mesero, gdzie mieszkali jego rodzice. Słyszał, że jest osobą głęboko religijną, a zarazem świetną lekarką, bardzo oddaną swoim pacjentom.

W czasie obiadu po mszy usiedli naprzeciw siebie. Wieczorem Piotr zapisał w dzienniku: „Bogu dziękuję. Myślę, że miało miejsce wspaniałe spotkanie”. Zaczął zabiegać o spotkanie z nią. Okazja nadarzyła się kilka tygodni później. W Sylwestra wybrali się na uroczysty koncert do słynnej mediolańskiej La Scali. Ubrali się niemal jak do ślubu.

Uśmiechnęła się i znowu pochyliła się nad kartką.

Naprawdę chciałabym uczynić Cię szczęśliwym i być taka, jakiej pragniesz: dobra, wyrozumiała i gotowa do poświęceń, których będzie wymagało od nas życie”.

W Piotrze rozpoznała mężczyznę, z którym mogła się związać na zawsze. Wyczuwała w nim człowieka szlachetnego i pragnącego dobra innych. Owszem, był zamknięty w sobie i nieskory do okazywania uczuć, ale to można było łatwo zrozumieć. Wychowywał się przecież poza domem rodzinnym – jego ojcu bardzo zależało, aby syn mógł zdobyć wyższe wykształcenie i wysłał go do kolegium ojców barnabitów w Monzie. Panowała tam surowa dyscyplina, podkreślano przede wszystkim obowiązek nauki i pracy, co nie sprzyjało kształtowaniu się bogatszego życia uczuciowego. Ale czyż to nie stawało się jej zadaniem, dobrem, którym mogła obdarzyć tego człowieka?

Nie mówiłam Ci jeszcze, że zawsze byłam osobą bardzo wrażliwą i łaknącą uczucia. Dopóki miałam rodziców, wystarczało mi ich ciepło. Później, pomimo że stale pozostawałam w wyjątkowej jedności z Panem Jezusem, pracując dla Niego, odczuwałam brak mamy. Odnalazłam ją dopiero w tej tak drogiej mi siostrze zakonnej, o której Ci wczoraj mówiłam.



Jej rodzice kochali się bardzo i bardzo też kochali swoje liczne dzieci. Oboje zmarli przed trzynastu laty – mama pierwszego maja, a tata pierwszego września.



Teraz pojawiłeś się Ty. Pokochałam Cię i pragnę oddać Ci siebie w darze, aby stworzyć prawdziwie chrześcijańską rodzinę.

Do zobaczenia, Drogi Piotrze.



Miłość jest płodna

Wzajemny dar osoby w małżeństwie otwiera się na dar nowego życia, nowego człowieka, który również jest osobą na podobieństwo swoich rodziców. Macierzyństwo zawiera w sobie od samego początku szczególne otwarcie na nową osobę: ono właśnie jest udziałem kobiety. W otwarciu tym, w poczęciu i urodzeniu dziecka kobieta „odnajduje siebie przez bezinteresowny dar z siebie samej”. Dar wewnętrznej gotowości na przyjęcie i wydanie na świat dziecka jest związany ze zjednoczeniem małżeńskim, które – jak powiedziano – winno stanowić szczególny moment wzajemnego obdarowywania się sobą ze strony kobiety i mężczyzny.

   
Mulieris dignitatem, 18



Burzliwe oklaski rozległy się w bazylice św. Marcina w Magencie, gdy Gianna i Piotr stanęli na ślubnym kobiercu 24 września 1955 roku.

Panna młoda wyglądała pięknie: biała satynowa suknia, na głowie upięty welon z tiulu. Trudno było nie pomyśleć o strofach z Pieśni nad pieśniami: „Mój miły jest mój, a ja jestem jego, on stada swe pasie wśród lilii”.

Ich narzeczeństwo nie trwało długo, oficjalnie zaręczyli się 11 kwietnia tego samego roku. To były wspaniałe, szczęśliwe dni. Im więcej z nią przebywał, tym bardziej się przekonywał, że Gianna wyjątkowa – czuła, a jednocześnie zdecydowana. Chciała być dla niego dobra, także w tym znaczeniu, że pragnęła mu pomóc być lepszym. Wyznał jej, że za dużo pracuje: codziennie do późnych godzin, w soboty, a nierzadko w niedziele.

– Szczypta prawdy – powiedziała mu wtedy. – Pięknie jest pracować, ale trzeba też odpoczywać. Zobacz, jakie mamy piękne koncerty. Wykupimy na nie cały karnet. Teatr także jest bardzo piękny.

Nie zamierzali zwlekać ze ślubem. Gianna miała trzydzieści trzy lata, Piotr dziesięć lat więcej. Pragnęli mieć dzieci, i to więcej niż jedno czy dwoje. W listopadzie 1956 roku przyszedł na świat Pierluigi, a po nim dwie córki: Maria Zita (zwana w domu Marioliną) i Laura (wołano na nią Lauretta). Każda ciąża wiele Giannę kosztowała. Po urodzinach drugiej córki pisała do przyjaciółki, Mariucci Parmigiani:



Najdroższa Mariuccio!

Nie wiem, czy otrzymałaś informację: w środę rano, o ósmej piętnaście, urodziła się Lauretta. Czy możesz sobie wyobrazić naszą radość przede wszystkim z tego powodu, że – dzięki Bogu – wszystko poszło dobrze, a poza tym dlatego, że dziewczynka jest piękna, grzeczna, zdrowa, a ponadto urodziła się właśnie dziewczynka. Ja przecież pragnęłam siostrzyczki dla Marioliny. Wiem z doświadczenia, jak cenne są siostry, i tak oto Pan Jezus wysłuchał mych modlitw.

Radość Gianny była tym większa, że jeszcze miesiąc wcześniej drżała o życie dziecka.

W zeszłym miesiącu, dokładnie piętnastego, musiałam natychmiast zostać odwieziona do szpitala z powodu jakiegoś zatrucia. Bardzo, bardzo mnie bolało. Miałam ciągle skurcze, gorączkę, torsje. Pojawiło się ryzyko utraty mojej dzieciny. Przerażona, posłuchałam Nando[1], który zabrał mnie do Monzy. Była już północ, gdy czekał na mnie nasz znajomy, profesor Ostetrico. Przy pomocy tlenu, środków uspokajających i dzięki hipodermolizie wszystko przeszło. Po dwóch dniach mogłam wyjechać na lotnisko Malpensa na spotkanie z Piotrem, który – niczego nie świadom – wracał z Ameryki.

„Niczego nie świadom”. Gianna była zadowolona, że oszczędziła mężowi niepokoju. Tak postępowała zawsze, także wtedy, gdy czuła się źle w czwartej ciąży. Początkowo nie przywiązywała wielkiej wagi do dolegliwości, ale stosunkowo szybko okazało się, że tym razem chodzi o coś poważniejszego. Miała włókniaka, który zagrażał życiu matki i dziecka.

Na początku września poddała się operacji. Dziecko w jej łonie rosło, lecz jednocześnie w rodzicach tlił się niepokój.



Święta Gianna

…macierzyństwo kobiety stanowi szczególną „część” tego wspólnego rodzicielstwa, jego pełniej angażujący wymiar. Rodzicielstwo – chociaż należy do obojga – urzeczywistnia się o wiele bardziej w kobiecie, zwłaszcza w okresie prenatalnym. Kobieta też bezpośrednio „płaci” za to wspólne rodzicielstwo, które o wiele dosłowniej pochłania energie jej ciała i duszy. Trzeba więc, aby mężczyzna był tego w pełni świadom, że w tym wspólnym ich rodzicielstwie zaciąga on szczególny dług wobec kobiety. Żaden program „równouprawnienia” kobiet i mężczyzn nie jest gruntowny, jeśli tego nie uwzględnia w sposób zupełnie zasadniczy.

 
Mulieris dignitatem, 18



16 maja 2004

„Piotrze, ja już tam byłam, i czy ty wiesz, co widziałam? Pewnego dnia opowiem ci o tym”.

Słowa Gianny dźwięczały mu w uszach, kiedy patrzył, jak opada zasłona z jej portretu zawieszonego na fasadzie Bazyliki św. Piotra.

Mijało dziesięć lat od chwili, gdy na tym samym placu, z ust tego samego papieża usłyszał, że jego żona cieszy się chwałą błogosławionych. Teraz otrzymała tytuł świętej.

Na portrecie zrobionym na podstawie rodzinnego zdjęcia stała roześmiana na tle górskiego pejzażu, trzymając na rękach dziecko. On też ją zapamiętał, jak trzymała w ramionach dziecko – ich malutką, dopiero co narodzoną Giannę Emmanuelę. To była niedziela Zmartwychwstania 1962 roku. Nie była tak promiennie uśmiechnięta, leżała w szpitalnym łóżku i patrzyła na córeczkę ze smutkiem. Przeczuwała, że ją osieroci. Bolało ją coraz bardziej. W nocy z wtorku na środę przeszła ciężką zapaść. Kiedy się ocknęła, powiedziała mu, „że już tam była”. I dodała:

Ale ponieważ byliśmy zbyt szczęśliwi, żyliśmy zbyt dobrze z naszymi cudownymi dziećmi, pełni zdrowia i łaski, ze wszystkimi błogosławieństwami nieba, zostałam odesłana tu ponownie, aby jeszcze pocierpieć, ponieważ nie jest słuszne stanąć przed Panem Jezusem bez wielu cierpień.

Spełnił jej życzenie, aby zabrać ją ze szpitala do domu. Do tego domu, który porządkowała z niespotykaną dokładnością po operacji włókniaka. Zupełnie jakby szykowała się do jakiejś podróży i nie chciała zostawiać nieładu w gospodarstwie. Ona – lekarka – wiedziała, że jej i dziecku wciąż grozi niebezpieczeństwo. Przed nim to ukrywała, nie chcąc, aby się martwił. Dopiero na kilka dni przed porodem powiedziała mu: „Jeśli musicie wybierać między mną a dzieckiem, to żadnego wahania: wybierzcie – żądam tego – wybierzcie dziecko. Ratujcie dziecko”. Wtedy dopiero uświadomił sobie, jak wielkie niebezpieczeństwo jej grozi.

Dziewczynka przyszła na świat zdrowa i w pełni sił. Matka gasła w zastraszającym tempie. W agonii szeptała: „Jezu, kocham Cię! Jezu, kocham Cię!”

Przyszedł sobotni poranek, 28 kwietnia. Dzieci budziły się ze snu i zaczynały swój poranny szczebiot. Być może usłyszała jeszcze ich głosy, zanim jej serce przestało bić.

Dlaczego jemu przyszło żyć tak długo?

Msza kanonizacyjna dobiegała końca. Gianna Emmanuela popchnęła wózek, na którym siedział jej ojciec. Za chwilę mieli spotkać się z Janem Pawłem II. Choć był młodszy od Piotra o osiem lat, to również nie był już w stanie poruszać się o własnych siłach. Siedział na specjalnym tronie zainstalowanym na platformie, którą można było przesuwać. Jakież to musiało być upokorzenie dla tego człowieka, który kiedyś wędrował po górach i szusował na nartach. Joanna też przepadała za górami i chętnie zakładała deski.

Byli już przy Papieżu. Gianna Emmanuela pomogła Piotrowi wstać z wózka. Wyciągnął rękę, uśmiechając się szeroko. Dotknął dłoni Jana Pawła II. Dwóch Piotrów…

Naśladując Chrystusa, który „umiłowawszy swoich [...] do końca ich umiłował” (J 13,1), ta święta matka rodziny w sposób heroiczny dochowała wierności zobowiązaniom podjętym w dniu zawarcia sakramentu małżeństwa. Najwyższa ofiara, którą uwieńczyła swe życie, świadczy o tym, że tylko wtedy człowiek może się zrealizować, gdy ma odwagę całkowicie poświęcić się Bogu i braciom.

 
Rzym, 16 maja 2004





[1] Brat Gianny, Ferdynand, również lekarz.



 


FRAGMENT 3: Jan Paweł II: "Będę szedł naprzód". Powieść biograficzna PDF  | Drukuj |  Email

 Watykan, 27 marca 1982

Biskup Spoleto, Ottorino Pietro Alberti wziął kobietę pod ramię i wspólnie z jej proboszczem, księdzem Baldino wprowadził ją do pokoju. Francesca, 22-letnia mieszkanka Umbrii, stawiała opór.

To był wyjątkowo trudny przypadek. Ani Alberti, ani nikt inny w jego diecezji nie mógł sobie dać z tym rady. Już kiedyś w Spoleto miała miejsce podobna sytuacja. W 1951 roku miejscowy egzorcysta, ksiądz Corrado Balducci nie potrafił wypędzić złego ducha z pewnej starszej kobiety. Zawiózł ją do ówczesnego papieża Piusa XII, który uwolnił nieszczęśliwą. Czy papież z Polski pomoże Francesce?

Czytaj całość…

FRAGMENT 2: Jan Paweł II: "Będę szedł naprzód". Powieść biograficzna PDF  | Drukuj |  Email

 Watykan, 25 czerwca 1981 roku

– Ojcze Święty, wiemy już co jest przyczyną tych skoków temperatury – powiedział mikrobiolog, profesor Antonio Sanna – do organizmu Waszej Świątobliwości dostał się niebezpieczny wirus.

 Zaledwie siedemnaście dni przebywał „na wolności”. Już tydzień po powrocie z Gemelli zaczęły się niepokojące objawy - był coraz słabszy, ulatywały z niego siły. 20 czerwca znowu przewieziono go do polikliniki. Wykrycie przyczyny niepokojących objawów potrwało kilka dni.

 – Ojciec Święty będzie musiał pozostać w szpitalu – dodał profesor Crucitti.

Czytaj całość…

FRAGMENT 1: Jan Paweł II: "Będę szedł naprzód". Powieść biograficzna PDF  | Drukuj |  Email

 22 października, Plac Świętego Piotra, loża delegacji państwowych

Kazimierz Kąkol czuł się dziwnie w tym miejscu. Gdyby w ubiegłą niedzielę ktoś powiedział mu, że za tydzień znajdzie się na Placu Świętego Piotra i będzie uczestniczyć w inauguracji pontyfikatu papieża Polaka to chyba zaśmiałby mu się w twarz. Zresztą, przecież nic innego nie miał na myśli, kiedy obiecywał szampana, jeśli konklawe wybrałoby Polaka na papieża. W ostatni poniedziałek spotkał się z przedstawicielami zagranicznej prasy w siedzibie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przy Foksal.

Czytaj całość…

Fragmenty "Habemus Papam" PDF  | Drukuj |  Email

Habemus PapamFRAGMENT 1 (Książka: Habemus Papam)

Z Kuźnic do Murowańca doszli w dwie godziny. W schronisku zjedli kanapki (Danusia opiekuje się nami nawet na odległość – Jurek pochwalił pozostawioną w Krakowie żonę) i ruszyli do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Idąc wzdłuż długiego i krętego brzegu dotarli do kamiennych schodów, które zawiodły ich nad Zmarzły Staw. Droga stawała się coraz bardziej stroma i kręta. Ominęli znajdujące się po lewej stronie źródełko i zaczęli podejście piargiem. Kilkanaście minut później byli już przy piętrzących się przed nimi skałach.

 

Czytaj całość…

Odbuduj mój Kościół PDF  | Drukuj |  Email

Fragment książki  Narodziny Pokolenia JP2

 

Narodziny Pokolenia JP2

Światowy Dzień Młodzieży może być dla was wszystkich okazją do tego, by rozpoznać własne powołanie, czyli drogę, na którą każdego z was wzywa Chrystus. Poszukiwanie i odkrycie tego, czego Bóg chce dla was jest doświadczeniem głębokim i fascynującym.

Jan Paweł II, Manila, Filipiny, 13 stycznia 1995

Czytaj całość…

Fragment książki "Dzieje Polski" PDF  | Drukuj |  Email
Dzieje Polski

Chrzest Polski – Ochrzczony naród

Dzięki temu faktowi Polska weszła w krąg kultury chrześcijańskiego Zachodu i zaczęła budować swą przyszłość na fundamencie Ewangelii. Od tamtych czasów staliśmy się pełnoprawnymi członkami europejskiej rodziny narodów ze wszystkimi wynikającymi z tego konsekwencjami. Wespół z innymi narodami Europy jesteśmy współtwórcami, a zarazem dziedzicami jej bogatej historii i kultury.

Watykan, 14 lutego 1998 r. 

Czytaj całość…

Fragment książki "Pasja życia. Lejeune" PDF  | Drukuj |  Email

Prolog

Pożegnanie ojca

„W czasie rozmowy zauważyłem nagle, ze jego paznokcie zaczynają się robić coraz bardziej wypukłe, upodabniając się do szkła zegarka. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom; nie chciałem w to uwierzyć. Ukradkiem, bez zwracania jego uwagi zerkałem na paznokcie, które zmieniały swój kształt.

Czytaj całość…

Fragment książki "Matka Teresa" PDF  | Drukuj |  Email

Matka Teresa - Oczywiście, że pójdę – Agnes zgodziłaby się nawet, gdyby nie miałaby ochoty na odwiedziny u Zofii. Ale dziewczynka nie myślała z niechęcią o wizycie, jaką miała złożyć tego popołudnia. Od pewnego czasu jak echo wracały do niej słowa ojca. Za każdym razem, gdy szła z matką do kogoś potrzebującego czuła się zadowolona, mało tego – nie mogła się doczekać kolejnej wizyty i wręcz przypominała matce, że znowu powinny gdzieś się wybrać. Zofia nie była jedyną osobą, którą odwiedzały. W sąsiedztwie mieszkała też Ludmiła, wdowa z sześciorgiem dzieci, dla której pani Bojaxhiu regularnie przygotowywała obiady. W ubiegłym roku rodzinę dotknęła tragedia: Ludmiła zmarła na raka. I wtedy właśnie Agnes zaproponowała, żeby sieroty zamieszkały w ich domu. Wówczas dziewczynka zaczęła myśleć o przyszłości. Zbliżały się jej 18 urodziny i przyszedł czas decyzji. Lazar pojechał już do Austrii, gdzie udało mu się dostać stypendium, Aga kończyła szkołę handlową i przygotowywała się do ślubu. Dom Drany powoli pustoszał. Agnes nie chciała zostawiać matki samej, ale teraz, gdy przygarnęli dzieci Ludmiły znowu zrobiło się tu rojno. 

Czytaj całość…

Fragment książki " Świadkowie XX wieku" PDF  | Drukuj |  Email
Josemaria EscrivaŚw. Josemaria Escriva, założyciel Opus Dei

Przyjaciel Boga

Kiedy Josemaria miał dwa lata bardzo ciężko się rozchorował. Zdaniem lekarzy nie miał szans na przeżycie. Jego matka obiecała Matce Bożej że jeśli uratuje chłopca, to pójdzie z nim w pielgrzymce do sanktuarium w Torreciudad. Znajdowało się ono w Pirenejach, niedaleko granicy z Francją. Po tym ślubie mały Josemaria w niewytłumaczalny po ludzku sposób wyzdrowiał. Wiele razy potem słyszał od swojej matki: „ Maryja przeznaczyła cię do czegoś wielkiego, bo wtedy bardziej byłeś umarły niż żywy”.

Czytaj całość…

Fragment książki "Kronika pontyfikatu" PDF  | Drukuj |  Email

Jan Paweł II: Kronika pontyfikatuSanto subito


Piękny, górski pejzaż:  skałki, soczysta zieleń trawy. Na kamienistą ścieżkę wkracza biały pielgrzym. Jan Paweł II w papieskiej sutannie, z kijem wędrowca w dłoni, w sportowych adidasach na nogach. Data: 1978. Duży napis: Non abbiate paura – Nie lękajcie się. I podpis: Joannes Paulus II.
Czytaj całość…

Fragment książki "Pasterz i pielgrzym" PDF  | Drukuj |  Email

Pasterz i pielgrzymNadworny fotograf papieża – Arturo Mari

To przeważnie jego fotografie z audiencji papieskich przywożą pielgrzymi do Polski na pamiątkę. Na spotkaniach z Janem Pawłem Mari strzela na przemian z dwóch aparatów. Choć pracuje z niesamowitą szybkością zdjęcia robi profesjonalnie  i nie pomija nikogo.

Czytaj całość…

Fragment książki "Papieska Warszawa" PDF  | Drukuj |  Email

Papieska WarszawaDOM ARCYBISKUPÓW WARSZAWSKICH

Dom arcybiskupów warszawskich to znajdujący się przy ulicy Miodowej 17/19 pałac, odbudowany po wojnie w późnobarokowo-klasycystycznym stylu. W latach 1952-1981 rezydował tu Prymas Tysiąclecia kard. Stefan Wyszyński. Tutaj został aresztowany 25 września 1953 roku, tu również powrócił – po trzech latach uwięzienia – 28 października 1956 roku.
Czytaj całość…

Fragment książki "Królowe ludzkich serc" PDF  | Drukuj |  Email

Rozdział I. Jan Paweł II: to było zrządzenie Opatrzności


Katastrofa

Paryż, 31 sierpnia 1997 roku

Królowe ludzkich sercDoctor Frederic Mailliez zdjął nogę z pedału gazu Forda Fiesty. Jego samochód znajdował się na Trakcie Królowej i za chwilę miał wjechać w tunel przy moście Alma. Doktor Mailliez lubił jeździć tą trasą. Droga szybkiego ruchu prowadząca wzdłuż Sekwany o tej porze była pusta, a tunele pod każdym skrzyżowaniem pozwalały uniknąć niepotrzebnego postoju na światłach. Było już późno, a raczej wcześnie – dochodziła pierwsza w nocy. „Dobrze, że jutro niedziela” – pomyślał lekarz, który wracał z przyjęcia urodzinowego swojego przyjaciela.

Czytaj całość…

Fragment książki "Nasz Papież" PDF  | Drukuj |  Email

Nasz Papież

W gorące popołudnie, 30 kwietnia 2000 roku do Domu św. Marty  w Watykanie wchodziło wielu utytułowanych gości. Zostali zaproszeni na uroczysty obiad w okazji kanonizacji siostry Faustyny Kowalskiej. Kilka godzin wcześniej na Placu Świętego Piotra papież Jan Paweł II oficjalnie potwierdził świętość zakonnicy, która w licznych objawieniach otrzymała od Jezusa misję głoszenia orędzia o Bożym Miłosierdziu.

Czytaj całość…

Fragment książki "Papież rodzin" PDF  | Drukuj |  Email

Irena

Gdy biskup Wojtyła kończył zaległą korespondencję w innym zakątku Krakowa, trzydziestopięcioletnia kobieta wychodziła pośpiesznie z biura, aby odebrać swojego synka ze szkolnej świetlicy. Krzyś kończył właśnie pierwszą klasę podstawówki i po raz pierwszy miał jechać bez niej na wakacje. Z niepokojem myślała o rozstaniu z chłopcem. Martwiła się o niego może więcej niż przeciętna matka, ale trudno było się temu dziwić.

Czytaj całość…

Nowe fragmenty książki "Młode lata Papieża. Lolek" PDF  | Drukuj |  Email

Młode lata Papieża

Kolejne dni mijały, a Emilia wcale nie czuła się lepiej. Wręcz przeciwnie, była coraz słabsza, całymi dniami leżała w łóżku, a domem zajmował się kapitan. Pewnego dnia postanowił wezwać do domu Mundka. „Mama chora, przyjeżdżaj” – zatelegrafował. Nazajutrz syn pojawił się w domu przy Rynku. Wojtyła opowiedział mu o przeziębieniu i o nieoczekiwanym zasłabnięciu matki.
Czytaj całość…

«« start « poprz. 1 2 nast. » koniec »»

Pozycje :: 1 - 20 z 31
 
 
Designed by SOLmedia. © Paweł Zuchniewicz 2007-08