|
Wracam wieczorem do domu po intensywnym dniu pracy. Sukces: wszystko udało się zrobić. Cieszę się tym bardziej, że będę w domu wcześniej niż zapowiadałem, co nie jest bez znaczenia, bo akurat każdy z poprzednich wieczorów bywał – jak to się mówi – zarywany. Dzwonię z drogi do żony – wciąż dumny i zadowolony z siebie. Ona z troską pyta, czy będę jadł kolację. „Nie – odpowiadam – najwyżej wypiję herbatę.” „To trzeba przywieźć wodę, bo już nic nie ma” – słyszę w słuchawce i moje zadowolenie pryska jak bańka mydlana.
|
|
Czytaj całość…
|
|