W Rz z 20 grudnia 2007 ukazał się artykuł Piotra Skórzyńskiego „Zagubione pokolenie”, w którym Autor nawiązuje do modnego po śmierci Jana Pawła II, i powracającego od czasu do czasu określenia „Pokolenie JP2”. W tekście znajduje się również odniesienie do mojej książki  „Narodziny Pokolenia JP2”.  Red. Skórzyński pisze, że jej bohaterowie,  ludzie, „których w młodości przyciągnęło przesłanie i osoba papieża” dzielą się „na dwie grupy: tych, co odnaleźli powołanie duchowne, i świeckich, którzy z pochyloną głową przyznają, że „życie” zmusiło ich do różnych „kompromisów”. A przesłanie JP II traktują tylko jak pamiątkę po marzeniach młodości...” 

Chciałbym wyjaśnić,  że osoby opisane w książce nie dzielą się na „dwie grupy” i to w dodatku tych, którym udało się odnaleźć powołanie duchowne oraz świeckich, którym – powiedzmy – noga się powinęła. Owszem, w książce znajduje się głos pani Barbary, która konstatuje, że nie udało jej się przełożyć na życiową praktykę wielkich przeżyć z papieskich pielgrzymek. Trudno jednak mówić o tym głosie jako o „grupie”, a jeszcze trudniej utrzymać tezę, że przedstawieni w książce świeccy traktują przesłanie Jana Pawła II „jak pamiątkę po marzeniach młodości”.

Kim są ludzie przedstawieni w „Narodzinach…”?


Jest wśród nich człowiek, który od wczesnych lat pięćdziesiątych zwracał się do przyszłego Papieża per „Wujku”. Jest Żyd, który ochrzcił się po pielgrzymce Jana Pawła II do Polski w 1979 roku. Jest Polak z Argentyny, który został księdzem Opus Dei. Jest belgijskie małżeństwo, które spotkało się na zlocie młodzieży z Janem Pawłem II i jest holenderski student architektury, który został księdzem. Są też inni (Filipinka uratowana z prostytucji, Sudanka, która w czasie niezapomnianego spotkania na Jasnej Górze rzuciła się w objęcia Papieża, a także polskie małżeństwo inżyniera i ekonomistki, którzy wychowują czwórkę dzieci, w tym jedno dziecko niepełnosprawne). Myślę, że ci ludzie mogliby czuć się urażeni mianem osób, które „z pochyloną głową przyznają, że „życie” zmusiło ich do różnych „kompromisów”.

Tyle gwoli sprostowania. Korzystając z okazji chciałbym podzielić się jeszcze kilkoma ogólniejszymi uwagami.

Od zachwytu do zwątpienia


„Oczywiście słowo „pokolenie” nie znaczy nic: to publicystyczny wytrych” – pisze Autor. Wydaje mi się, że tak jak w 2005 roku zbyt łatwo zachwyciliśmy się tak spontaniczną masową i głęboką reakcją młodzieży na śmierć papieża, tak teraz zbyt łatwo uznajemy, że tego pokolenia nie ma. Wiąże się z tym spore ryzyko, bo wkrótce możemy zapomnieć o fenomenalnym wpływie Jana Pawła II na młodzież, za chwilę mentalnie powrócimy do stereotypu głoszącego, że istnieją dwa światy – młodych i starych, a między nimi zieje olbrzymia dziura. W ten sposób znajdziemy się na najlepszej drodze do zniweczenia ogromnego dorobku Papieża, którego praca w sposób widoczny zaowocowała w kwietniowych dniach 2005 roku.

Warto zwrócić uwagę, że w dyskusjach o Pokoleniu JP2 dominuje wątek medialno-socjologiczno - polityczny. „Nie wiadomo bowiem, o jaki zakres wieku w nim chodzi, a tym bardziej, jakie miałyby być inne cechy tej domniemanej grupy. Ale nie znaczy to, że ta niezdefiniowana formacja było fantomem. Oznacza tylko, że większość jego członków albo nie poszła na wybory, albo zgubiła busolę w medialnym „sound and fury”” – pisze Piotr Skórzyński. To znaczy, że pokolenia JP 2 nie da się zmierzyć, że jego znaczenie oceniano m.in. po stopniu zaangażowania młodych ludzi w politykę (wybory parlamentarne) oraz, że tak naprawdę ta grupa nie ma żadnej wewnętrznej spójności. I to by się zgadzało, jeśli tym określeniem chcielibyśmy nazwać jakąś określoną grupę społeczną (podejście socjologiczne).

Natomiast pojawia się pytanie o sens stosowania tych kryteriów w odniesieniu do tego, co zrobił Papież dla młodzieży i co jest dziedzictwem tego pontyfikatu.

Mierzyć miarą serca


Podczas pierwszego spotkania z młodzieżą polską na Placu Zamkowym, wczesnym rankiem w niedzielę 3 czerwca 1979 roku Ojciec Święty powiedział, że człowieka należy mierzyć „miarą serca” i zaraz – jakby świadom jak ambiwalentne znaczenia nadajemy temu rzeczownikowi – dodal: „Serce w języku biblijnym oznacza ludzkie duchowe wnętrze, oznacza w szczególności sumienie... Człowieka więc trzeba mierzyć miarą sumienia, miarą ducha, który jest otwarty ku Bogu”.

A zatem Jan Paweł II odwołuje się po pierwsze do biblijnego znaczenia słowa, a po drugie mówi o „ludzkim duchowym wnętrzu”. Czy to posuwa naprzód nasze poszukiwanie pokolenia JP2? Zbierając materiały do książki przekonałem się, że na całym świecie są ludzie, którzy w swojej młodości odkryli, że mają owo „duchowe wnętrze”, że to odkrycie tak ich zafascynowało, iż – jak to mówił jeden z bohaterów książki – zostali „ustawieni na całe życie”. Niepoślednią rolę odegrała w tym osoba Karola Wojtyły, który sam w młodości, w dużym stopniu za sprawą świeckiego człowieka (dziś kandydata na ołtarze) Jana Tyranowskiego dokonał podobnego odkrycia. Jak daleko go ono zaprowadziło – widzieliśmy sami. Papież zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że w każdym człowieku jest pewien podstawowy głód, który szczególnie daje o sobie znać w młodości – i on na ten głód odpowiedział. Tymczasem my, niespełna trzy lata po jego śmierci zanurzamy się w socjologiczne poszukiwania, analizujemy statystyki, szukamy – jedni z wiarą, że jest, inni z nadzieją, że go nie ma – zjawiska o nazwie Pokolenie JP2.

Owszem, to poszukiwanie jest zrozumiałe. Co bowiem wynika z tego, że przez ćwierć wieku kierował Kościołem człowiek, który miał tak znakomity kontakt z młodzieżą? „Chcemy zobaczyć owoce jego działania!” – zdają się dopominać publicyści, socjologowie, wychowawcy i wychowankowie. „Chcemy sie przekonać, że nareszcie w naszym kraju może być coś trwalszego niż przelotne, choć silne emocje związane najpierw z pielgrzymkami, a potem ze śmiercią Papieża”. Trudno nie zrozumieć tego pragnienia. A jednak równie trudno domagać się, by miarą odpowiedzi na nie mogłyby być statystyki GUSu, Pentoru czy nawet Instytutu Statystyki Kościoła katolickiego. Jan Paweł II całym swoim życiem dowodził, że dzieje ludzkości są dziejami konkretnych ludzi, że rzeczywistości nie zmienia większość lecz ci, którzy biorą ster i kierują powierzonym im okrętem: czy to będzie Kościół powszechny, czy państwo, konkretna rodzina, firma, czy też jakiś zupełnie niespektakularny odcinek życia konkretnego człowieka. W języku świeckim takich ludzi nazywamy liderami w języku religijnym – świętymi .

Szukać to znajdować


Być może w naszych poszukiwaniach Pokolenia JP2 warto zwrócić też uwagę na kategorie, które były ważne dla samego Papieża. On nigdy nie lekceważył tzw. ludzkiego wymiaru rzeczywistości (czy to poprzez kontakt z konkretnymi ludźmi, czy to poprzez poznanie świata za pośrednictwem mediów, czy też poprzez narzędzia naukowe). Z drugiej jednak strony nadawał mu nowy, głębszy wymiar. Dobrze to było widać w czasie przywoływanego już spotkania z młodzieżą na Placu Zamkowym. Papież zwracał się wtedy do studentów:

Poprzez studia uniwersyteckie otwiera się przed wami wspaniały świat ludzkiej wiedzy w tylu różnych dziedzinach. W parze z tą wiedzą o świecie rozwija się zapewne i wasza samowiedza. Pytanie o to, kim jestem, stawiacie sobie zapewne już od dawna. Jest to pytanie poniekąd najciekawsze. Pytanie podstawowe. Jaką miarą mierzyć człowieka? Czy mierzyć go miarą sił fizycznych, którymi dysponuje? Czy mierzyć go miarą zmysłów, które umożliwiają mu kontakt z zewnętrznym światem? Czy mierzyć go miarą inteligencji, która sprawdza się poprzez wielorakie testy czy egzaminy?

Po czym Jan Paweł II daje swoją propozycję: człowieka należy mierzyć miarą serca, z biblijnym wyjaśnieniem znaczenia tego słowa.

Rzecz ciekawa, w Biblii występuje też słowo pokolenie. W ewangeliach czytamy ile pokoleń poprzedziło przyjście Jezusa Chrystusa, w Magnificat Maryi mowa o miłosierdziu „z pokolenia na pokolenie”, a w Psalmie 24 znajdują się słowa:

Oto pokolenie tych, którzy Go szukają

Którzy szukają oblicza Boga Jakuba

Tu słowo pokolenie występuje nie jako określenie przynależności do określonej grupy wiekowej, ale jako ponadczasową a jednak konkretną grupę ludzi, których charakteryzuje postawa poszukiwania.  Na tym właśnie polegał geniusz Wojtyły – on potrafił to u młodzieży dostrzec i wyjść temu naprzeciw. Za to go podziwiamy. Na ile ten podziw przekłada się na czyny tych? To nie jest wygodne pytanie, ponieważ najpełniejszą odpowiedź na nie każdy znajdzie nie w badaniach statystycznych lub w wynikach wyborów parlamentarnych, ale w swoim własnym duchowym wnętrzu, które – jak przypomina Jan Paweł II – nazywa się sumieniem.